W erze TikToka i Instagrama poczułam potrzebę powrotu do formy pisanej. Chciałabym zabrać Was w podróż przez świat własnych przemyśleń, inspiracji i odczuć.
A od czego bym chciała zacząć? Zapewne dobrze byłoby się przedstawić i napisać kilka słów o sobie. Myślę jednak, że najlepszy obraz mojej osoby uzyskacie, czytając moje wpisy.
Zaczynajmy…
Siedząc dziś w pracy i klepiąc standardowy korporacyjny bełkot, natrafiłam na dość specyficzny content na YouTubie. A konkretniej – wzmianki o Girls of Warsaw. Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu postanowiłam włączyć kolejny filmik analizujący to przedsięwzięcie.
Początkowo czułam zażenowanie. W tym również samą sobą.
W głowie kołatały mi się myśli w rodzaju: „Co ludzi przyciąga do tych influencerek?”. Dlaczego pozwalamy na to, by osoby które – w moim odczuciu – niewiele sobą reprezentują, zarabiały tak potężne pieniądze? Co w ogóle stoi za tym, że zamiast starannie kłaść cegiełki codzienności, budując coś wyjątkowego, poświęcamy czas na oglądanie życia innych?
Dlaczego interesuje nas czyjś poród? Dlaczego oglądamy, jak pani w przydługich paznokciach przygotowuje kanapki dla swojej rodziny? Dlaczego zamiast wyjść i z przyjaciółką wymienić myśli, siedzimy i słuchamy, jak obca nam osoba żyje oraz co myśli na jakiś konkretny temat?
Wiemy, że życie w social mediach jest ściemą a jednak je karmimy.
Influencerki reklamują produkty nie dlatego, że chcą nam coś faktycznie polecić tylko dlatego, że dostają za to pieniądze. Na dalszy plan spychane są wartościowe treści, a zamiast nich karmimy ten obraz fałszu, pychy i próżności.
Tam nie ma specjalistycznej treści, tam nie ma nic odkrywczego.
Co dostajemy, oglądając cudze życie?
To była dość krótka myśl.
A jednak chciałabym, żeby tym właśnie był ten blog. Miejscem, gdzie mogę przelać to, co w danej chwili siedzi mi w głowie. Bez retuszu. Bez budowania planu.
Surowy materiał myślowy.
Do usłyszenia.